Pożegnanie dr Wójcik 04 (Kopiowanie)

Tysiące pacjentów, dziesiątki tysięcy porad i interwencji. Jest jednym z lekarzy pracujących najdłużej w tuchowskiej służbie zdrowia. Maria (Józefowicz) Wójcik po 58 latach pracy pożegnała się z Centrum Zdrowia Tuchów.  Od 20 lat była już na emeryturze, ale nie przeszkadzało jej to udzielać się jako lekarz medycyny rodzinnej w przychodni POZ.

 

Maria Wójcik jako absolwentka wydziału lekarskiego krakowskiej Akademii Medycznej pojawiła się w Tuchowie już jako lekarz stażysta. Rozpoczynała pracę w Ośrodku Zdrowia w czasach, kiedy mieścił się on jeszcze na parterze miejscowego ratusza. Po ukończeniu budowy obecnej siedziby szpitala i przemianowaniu ośrodka  zdrowia na Przychodnię Rejonową  w roku 1964 jako szefowa tej jednostki od razu zorganizowano w niej szereg pracowni. Była kierownikiem placówki od początku jej istnienia do roku 1998. Do jej obowiązków prócz nadzoru nad organizacją pracy samej przychodni, należała też oświata sanitarna i opieka nad działalnością Rejonowego Punktu PCK.  Ponadto obejmowała opiekę medyczną kombatantów z terenu, organizowała działania zwalczające alkoholizm, kierowała osoby uzależnione na przymusowe leczenie i organizowała pomoc społeczną, przydzielając zapomogi czy zasiłki.

 

Najbardziej doświadczona lekarz spółki jako najtrudniejsze momenty w swojej pracy wspomina sytuacje, kiedy do ciężko chorych pacjentów w nocy trzeba było dojeżdżać furmanką, przysyłaną przez rodzinę. – Zdarzało się, że były wielkie ulewy i burze z piorunami, a ja jechałam na sianie np. do Mesznej Opackiej – wspomina. Dramatycznie wracają do niej wydarzenia, kiedy została wezwana do chorego psychiatrycznie mężczyzny, który zabarykadował się w domu z siekierą i nie chciał nikogo wpuścić.  – Bardzo się bałam, ale pomogło  mi to, że znałam wcześniej tego pacjenta, co pozwoliło mi spokojnie z nim porozmawiać i namówić go, aby wsiadł do karetki – relacjonuje. Raz sama, ku swojemu zdziwieniu, przed wielu laty z osoby mającej nieść pomoc zmieniła się w agresora. Nerwy puściły jej, kiedy zdrowy jak rydz, choć pijany pacjent,   który zaniedbywał w opiece chorą matkę podczas wizyty w poradni domagał się zwolnienia z pracy. – Otworzyłam drzwi i wypchnęłam go z gabinetu, co spowodowało, że zatrzymał się na ławeczce po przeciwnej stronie korytarza. Za chwilę musiałam tłumaczyć się oczekującym na poradę pacjentom, którzy byli przerażeni całą sytuacją. Dzisiaj na pewno nie byłoby to możliwe – podsumowuje.